Wpisany przez Oruchiku wtorek, 08 czerwca 2010 07:19
W przededniu premiery następcy, który z pewnością również wyląduje na sklepowych półkach w dziale symulatorów, podjąłem się przetestowania gry która na dobre zagościła już na rynku. I piszę te słowa z poczuciem bezpowrotnej straty kilku godzin w życiu.
Ale do rzeczy. Po pierwsze, Hawx nie ma nic wspólnego z symulatorami. Wszystkie samoloty zachowują się w powietrzu identycznie, prędkość zależy tylko i wyłącznie od ciągu (skutkiem czego nawet Mig-21 potrafi chyżo przyspieszać lecąc pionowo w górę) a kierunek lotu w żaden sposób nie jest związany z przechyłem samolotu - "nożyce" czy lot odwrócony są kwestią wyłącznie estetyczną. Niezwykle irytujące jest wspomaganie lotu - nie da się zwolnić poniżej pewnej prędkości (a jakże, również lecąc prosto ku gwiazdom), natomiast jego wyłączenie kończy się zmianą kamery na patrzącą z boku na samolot (!!) i nieuchronnym korkociągiem - a dokładniej, gwałtownym przejściem na lot pionowo w dół. Oczywiście, zwiększenie ciągu powoduje że nagle przestajemy spadać i samolot wystrzeliwuje do przodu. Nie chcę nawet wspominać o takich aspektach jak absolutnie nierealne możliwości samolotów (przekraczanie 1 Macha w F-117 i A10) oraz uzbrojenie o którego bzdurności możnaby napisać epopeję (czyli np. 220 rakiet naprowadzających się na wszystko, od statków, przez czołgi, śmigłowce, samoloty a na pociskach Cruise kończąc). Zachowanie przeciwników jest uproszczone do bólu. Albo atakują wyznaczony cel (np. Air Force One), albo gracza. Skrzydłowi są bezpieczni i mogą latać wokół SAM-a nie narażając się na ostrzał - który natychmiast ma miejsce gdy sami się do niego zbliżymy.
Zbierając wszystko razem - nie jest to symulator. Jest to zwyczajna gra zręcznościowa - zadziwiająco krótka zresztą (wspomniane na początku kilka godzin to nie przesada). Jest też trochę miodu, aczkolwiek z łyżką dziegciu - grafika. W pierwszej chwili wydaje się wręcz rewelacyjna. Samoloty są idealnie odwzorowane, podobnie świetnie zrobione efekty atmosferyczne, od chmur po deszcz, natomiast oglądana z wysoka ziemia wygląda pięknie. W czym zatem problem? Otóż większość walk stoczymy na niskiej wysokości a oglądany stamtąd teren jest nad wyraz nieciekawy. Oczywiście, odwzorowane są wszystkie charakterystyczne budynki i co wyższe wieżowce, zresztą bardzo dokładnie. Reszty po prostu nie ma, są plamami na teksturze. Nie uświadczymy nic automatycznie generowanego.
Podsumowując, jeżeli chcecie wydać ok. 50 zł na odstresowanie się przy grze o pięknej grafice - dołóżcie kolejne 50 zł i zakupcie Wings Of Prey.